Home MIEJSCA - RECENZJERaw Garden | Ryga, Łotwa – recenzja

Raw Garden | Ryga, Łotwa – recenzja

by Szy

Przy okazji niedawnej wizyty w Rydze, ekipa Faceta i Kuchni zajrzała do Raw Garden – jedynej restauracji w stolicy Łotwy, która serwuje dania wege, raw & bezgluten.

Przeczytaj też:

[button color=”green” link=”https://dev.facetikuchnia.com.pl/?s=ryga&x=0&y=0″]POZOSTAŁE POSTY Z RYGI[/button]

Na informację o tym miejscu trafiliśmy w jednym z papierowych numerów  Bloomberg Businessweek – w stałej rubryce, w której mieszkańcy różnych europejskich miast proponują trzy warte odwiedzenia – ich zdaniem – restauracje. W tekście o Rydze przedstawiono między innymi właśnie Raw Garden, jako mekkę dla wszelkiego rodzaju wege, wegan, raw oraz bezglutenowych freaków. Freaków, którzy przez niektórych uznawani są za podążających za zmieniającymi się modami hipsterami, bezrozumnie wyrządzającymi sobie krzywdę okrutną i niszczycielską w skutkach dietą eliminacyjną, czy to wegetariańską, wegańską, czy glutenfree (o tym jednak – być może – w innym tekście).

FiK nie jest ani w 100% wege, ani tym bardziej wegan, nie jest również raw, z pełnym przekonaniem zasilił natomiast rosnącą rzeszę „bezglutów”. Z tego względu, gdy tylko nadarzyła się okazja, odwiedziny w Raw Garden wydały nam się dobrym pomysłem.

raw_garden_3

W ten sposób nieco wyłamaliśmy się z najczęściej praktykowanej przez nas metody bezglutenowego odżywiania się poza domem, która oparta jest na lokalnych produktach, nieskomplikowanych i zdatnych do spożywania w drodze (bo FiK, jak wiadomo, bezruchu bardzo nie lubi), najlepiej w pięknych okolicznościach przyrody. Kawałek dobrego sera czy wędzona ryba, skonsumowana gdzieś na parkowej czy nadrzecznej ławce, to rzecz z którą żadne restauracje nie mogą się równać.

ser nad rzeka

central_ryby_1

Tak też postępowaliśmy w Rydze, czerpiąc z bogactwa asortymentu położonego nieopodal naszego hotelu Rigas Centraltirgus (PRZECZYTAJ).

Tak czy owak, skoro niedaleko jest też Raw Garden, sprawdźmy go!

Restauracja, choć mam opory, by w odniesieniu do tego przybytku posługiwać się tym określeniem (co wyjaśni się za chwilę), zlokalizowana jest przy ulicy Skolas iela 12 (w suterenie), dość blisko od centrum. Po drodze można przespacerować się po parku, ulokowanym wzdłuż kanału, w sąsiedztwie słynnego monumentu Brivibas Piemineklis, czyli po naszemu Pomnika Wolności, upamiętniającego dzień uzyskania przez Łotwę niepodległości po I wojnie światowej.

kanal

Raw Garden 12

Idąc dalej wzdłuż Briviabas bulvaris, nie można pominąć Kristus Piedzimšanas Pareizticigo Katedrale czyli Soboru Narodzenia Pańskiego – Katedry Łotewskiej Cerkwi Prawosławnej, którą można zwiedzić także wewnątrz (wnętrze objęte jest niestety zakazem fotografowania).

kosciol

cerkiew

Stąd już tylko kilkuminutowy spacer dzieli nas od celu wyprawy.

Ryga_raw garden

raw_garden_5

Na miejscu szybko okazało się, co tak naprawdę jest w Raw Garden najistotniejsze. Solidną gablotkę przy ladzie wypełniają słodkości, menu natomiast tworzą przede wszystkim koktajle owocowe i warzywne, zwane potocznie smoothies.

Raw Garden 11

Raw Garden 10

Raw Garden 5

Najwyraźniej zgodnie z podejściem tu przyjętym, raw-weganin żywi się przede wszystkim właśnie koktajlami. Nie będę ukrywać, że doszły mnie słuchy o istnieniu osób, które funkcjonują wyłącznie na koktajlowych dietach, ale mogłoby się wydawać, że nie o takich (a przynajmniej nie tylko o takich) klientów Raw Garden zabiega.

Z okoliczności wynikło jednak, że chyba właśnie o nich, bowiem młoda dama za kontuarem bardzo, od pierwszego wejrzenia, starała się nas na taki rarytas namówić (ceny smoothies: od 3 do 5 EUR za 400 ml). Nie byłoby w tym pewnie nic dziwnego czy tym bardziej złego, gdyby nie fakt, że jedyne dostępne w lokalu potrawy (a jesteśmy przecież w restauracji, nie w koktajl barze) wypisano kredą na tablicy, a liczba ich wynosiła ledwie… cztery.

Raw Garden 9

A tak naprawdę trzy, bowiem czwarte (przy nas, w związku z próbą złożenie zamówienia, wymazane z tablicy) szef kuchni przygotował „z resztek” specjalnie dla naszej FiK-owej dwójki. W tym momencie stało się jasne, że miejsce szumnie określone w Bloombergu mianem restauracji, restauracją nazywane być nie powinno. Jeszcze dobitniej dotarło to do nas w chwili, gdy dania trafiły na stół i wreszcie mogliśmy dobrze im się przyjrzeć. Na pocieszenie otrzymaliśmy jednak w Raw Garden jedyną i niepowtarzalną okazję do zachowania się jak Maciej Nowak i radosnego zakrzyknięcia: 'Bierzemy wszystko!’. 'A może jeszcze koktajl?’ – zapytała kelnerka z nadzieją. 'Nie, dziękujemy’.

Daniami made by Raw Garden okazały się dwie zupy oraz dwa drugie dania. Jeden komplet w wersji raw, drugi serwowany na ciepło. Każdy zestaw kosztował 6,50 EUR. I choć wciąż trudno nam było w to uwierzyć (reszta 'dań’ wymieniona była w karcie) zgodnie z zapewnieniami kelnerki to, co nam podano, nie stanowiło wcale zmienianych co dzień zestawów lunchowych oferowanych w określonych porach dnia (poza menu). Były to jedyne potrawy dostępne w Raw Garden, które jednocześnie nie mieściły się w kategorii „koktajl”.

Zupy prezentowały się bardzo przyzwoicie i okazały się smaczne, choć nie oszukujmy się, zupa-krem to prawdopodobnie najprostsza rzecz, jaką można przyrządzić w kuchni. Może prócz zalania wrzątkiem herbaty.

Wersja na ciepło to krem z dyni i marchewki z wyraźnie wyczuwalnym posmakiem pomarańczy, podany ze świetnym i wyrazistym, dobrze doprawionym bezglutenowym krakersem z nasion.

raw_garden_2

Bladziutka zupa raw to krem z cukinii i ogórka z dodatkiem mleka kokosowego, udekorowany jagodami goji i nasionami chia. Dobry start, tym bardziej, że – jak miało się okazać – drugie dania zdecydowanie nie trzymają w Raw Garden przyzwoitego poziomu.

Danie na ciepło składało się z czarnej soczewicy, duszonej cukinii i papryki, curry oraz zieleniny.

raw_garden_1

Jak widać na zdjęciu powyżej, całość została po prostu bez cienia finezji pacnięta na talerz, niczym w najzwyklejszej w świecie jadłodajni, bez dbałości o jakąkolwiek prezencję. Soczewica okazała się rozgotowana, podobnie zresztą jak niektóre kawałki cukinii, która została pokrojona na kawałki różnej wielkości, przez co część z nich po prostu się rozpadła. O przyprawach, poza tymi obecnymi w curry, kucharz najwyraźniej zapomniał. Owszem, danie było ciepłe, sycące i w sumie zjadliwe, zwłaszcza dla osób, które od kilku dni intensywnie śmigały po mieście, ale bezlitośnie obnażało braki warsztatowe kucharza.

Jeszcze ciekawiej wyglądała rozpadająca się konstrukcja dania w wersji raw.

Raw Garden 8

Szczerze mówiąc, nie mam pewności z czego właściwie, poza rzodkiewką, składała się ta potrawa. W środku chował się jeszcze na pewno konkretny plaster pomidora oraz grubo (zbyt grubo!) pokrojony seler naciowy. To właśnie on sprawiał, że całość trzymała się dosłownie na słowo honoru. Wystarczyło po prostu pokroić go cieniej, ale wygląda na to, że kucharz póki co nie opanował sztuki siekania.

Skusiliśmy się nawet na deser w postaci bakaliowych kulek (1,70 Euro za sztukę) z jagód goji i acai, rodzynek, migdałów, orzechów oraz miodu.

raw_garden

To ponoć jedyny deser w Raw Garden z miodem w składzie, ponieważ pozostałe słodkości – z uwagi na konieczność spełnienia kryterium wegańskości – zawierają, jakże by inaczej, przereklamowany syrop z agawy. Syropów, z agawy też, unikamy jak ognia, ale niestety ten ostatni cieszy się wśród szerokiego grona konsumentów, w tym wege i bezglutenowców, niezasłużonym uznaniem, a to przecież nic więcej jak tylko bomba węglowodanowa. Miał to być również najmniej słodki dostępny w lokalu deser. Skoro tak, trudno nam sobie nawet wyobrazić, jak w takim razie smakują pozostałe… Kulki, które otrzymaliśmy, były słodkie w stopniu wręcz ekstremalnym. Aż chciałoby się spłukać to dobrą czarną kawą, ale – uwaga! – Raw Garden to również lokal bezkofeinowy i kawy nie serwuje. Za to herbatę już tak. Nie mam pojęcia dlaczego, może ktoś mnie uświadomi – czy faktycznie weganie/wegetarianie nie piją kawy?

Na miejscu można było również kupić słodycze na wynos, w tym między innymi czekolady na wagę (33 EUR za kilogram). Oczywiście raw & wegan.

czekolada_raw

Dość miękka tabliczka, którą wskazane jest przechowywać w lodówce, o specyficznej, raczej mało zwartej strukturze, była naprawdę bardzo smaczna. Najsmaczniejsza z całej oferty Raw Garden, której mieliśmy okazję spróbować.

Raw Garden 6

Podsumowując, Raw Garden pielęgnuje dwa stereotypy, które odnoszą się do każdej „innej” niż standardowa filozofii odżywiania, takiej jak kuchnia raw, wege, wegan czy bezgluten, z których każda siłą rzeczy wymaga od kucharza przestrzegania pewnych rygorystycznych reguł, polegających choćby na konsekwentnym wykluczaniu z diety określonych składników.

Po pierwsze, żywieniowy freak zje wszystko, co zostanie mu podane na stół, jeśli tylko będzie to zgodne z zasadami żywienia, którym z przekonaniem hołduje. Danie nie musi spełniać właściwie żadnych norm estetycznych, nie musi nawet jako tako sensownie się prezentować, nie musi zaskakiwać czy wręcz powalać na kolana za sprawą wyjątkowej kombinacji smaków. Ba, nie musi być nawet w miarę sprawnie doprawione. Jasne, że można inaczej, ale w gruncie rzeczy po co się starać, skoro większość klientów w pełni zadowoli się koktajlem w nastu smakach, oraz

Po drugie, do uruchamiania takich miejscówek wystarczy być pasjonatem czy wyznawcą jakiejś kulinarnej / żywieniowej idei. Warsztat i kulinarna wyobraźnia nie są tu szczególnie potrzebne. Byliśmy przecież w Raw Garden w szczycie letniego sezonu (w sierpniu!), na Centraltirgus widzieliśmy autentyczne bogactwo lokalnych warzyw, owoców czy grzybów w świetnych cenach, a mimo to zderzyliśmy się w tym lokalu z encyklopedyczną wręcz definicją wege sztampy – marchew, ogórek, cukinia, soczewica, liść sałaty. Do tego trochę modnych nasion (chia) i suszonych owoców (goji, acai), mających zapewne za zadanie podwyższyć standard całości.

Kolejnego dnia ponownie postawiliśmy na ser i rybę z targu, rozkoszując się letnimi promieniami słońca na bulwarze nad Dźwiną.

rzeka_1

Sorry, ale zdecydowanie lepsze (pod każdym względem) bezglutenowe, a także – kiedy mam na to ochotę – wegeteriańskie czy wegańskie potrawy mogę bez problemu przygotować sam. Nie muszę w tym celu odwiedzać przeciętnych barowych jadłodajni, nieudolnie usiłujących podszyć się pod restaurację. Dobre chęci to niestety za mało.

RAW GARDEN
Skolas iela 12
Ryga, Łotwa

You may also like

28 komentarzy

Jola 19 października 2014 - 9:09 AM

Ja też dziękuje za ostrzeżenie, ciekawe czy inne rekomendacje w bloombergu są równie trafne ;) też je czytam

Reply
Szy 19 października 2014 - 8:31 PM

Ja na pewno będę względem nich bardziej sceptyczny niż dotąd;-)

Reply
Asia 19 października 2014 - 9:59 AM

Haha, chciałabym zobaczyć Twoją minę, kiedy talerze trafiły na stół. Założę się, że była bezcenna :P

Reply
Szy 19 października 2014 - 8:30 PM

Taa… ;-)

Reply
Jacek 19 października 2014 - 10:09 AM

Dzięki za ostrzeżenie ;)

Reply
Piotr 19 października 2014 - 11:01 AM

Prawda, potrawy przygotowane przez FiK-a prezentują się o wiele lepiej, mają świetny skład i gdyby FiK prowadził restaurację to byłby prawdziwy hit.

Reply
Szy 19 października 2014 - 8:30 PM

Dzięki za ten komentarz!:-) Chciałbym, żeby tak było, ale na razie niestety się nie zanosi.

Reply
Magdalena 19 października 2014 - 1:02 PM

Słabe. Szkoda.

Reply
Kasia 19 października 2014 - 1:03 PM

Nie ma sensownych wege lokali. FiKu otwórz się, a będziemy u Ciebie jeść z przyjemnością :)

Reply
Szy 19 października 2014 - 8:29 PM

Tak mówisz:-) Czekam na inwestora, a kiedy tylko się pojawi – biorę się do roboty!:-)

Reply
Gosia 19 października 2014 - 2:47 PM

Na razie do Rygi się nie wybieram, ale dobrze wiedzieć, ze vegan nie ma szans dobrze tam zjeść, heh

Reply
Alice in Wonderland 19 października 2014 - 5:32 PM

Lubię czytać Twoje recki, masz świetny styl.

Reply
Szy 19 października 2014 - 8:17 PM

Dzięki:-)

Reply
Justyna 19 października 2014 - 6:57 PM

Mam takie samo wrażenie – w lokalach dla wege serwuje się byle co, słabo skomponowane, słabo podane, żadnych ciekawych propozycji. Najprostsze, często naprawdę trudno zjadliwe wersje dań, które moim zdaniem wstyd podawać ludziom. Właściciele czy kucharze w takich miejscach są jednak najwyraźniej innego zdania. Smutne, ale może kiedyś coś się w tym temacie zmieni na lepsze.

Reply
Karolina 20 października 2014 - 12:12 AM

Też bym się rozczarowała gdyby w „restauracji” ktoś mi podał takie „rarytasy”

Reply
Alicja 20 października 2014 - 12:24 AM

Desery wyglądają fajnie. Może powinni nazwać się cukiernią ;)

Reply
Abra 20 października 2014 - 10:23 AM

Jest jeszcze sporo do zrobienia:/ ja bym wolała zjeść u Ciebie :-)

Reply
teresa 20 października 2014 - 11:50 AM

Otwórz restaurację, w Polsce też nie miałbyś konkurencji:)

Reply
Piotr 20 października 2014 - 11:58 AM

Masz rację, wszędzie to samo – bylejakość :(

Reply
Euge 20 października 2014 - 1:30 PM

:)

Reply
Grzegorz 20 października 2014 - 2:25 PM

No cóż… Głód to podobno najlepszy kucharz :P

Reply
Życie na bezglucie | Czy warto przejść na dietę bezglutenową? | Facet i Kuchnia 24 października 2014 - 11:38 AM

[…] wakacjach radzimy sobie równie dobrze – o tym, jak nam szło w Rydze, możesz przeczytać TUTAJ. W Hiszpanii czy Portugalii wybór warzyw, owoców, serów, świetnej jakości szynek, ale też […]

Reply
Filip 5 grudnia 2014 - 9:20 PM

Będę w Rydze w marcu, ale raczej tam nie pójdę;)

Reply
Izabela 8 stycznia 2015 - 8:08 AM

Jeśli chodzi o wege czy vegan lokale, w Polsce tez jest dramat moim zdaniem. Mizeria składnikowa, fatalna prezencja dań, na opisy doznań smakowych szkoda słów, mojego czasu i przestrzeni na Twoim blogu;) A gdybys Ty otworzył jakieś małe przytulne coś, przychodziłabym jeść codziennie, gdybym tylko miała szczęście i mieszkała w zasięgu:) pozdrawiam

Reply
Mabel 28 marca 2015 - 7:03 AM

Jadę do Rygi pojutrze! Ale nie wiem,czy tam pójdę ;)

Reply
Ryga | Łotwa | Facet i Kuchnia 10 kwietnia 2015 - 9:37 AM

[…] odwiedzić, była Raw Garden – lokal dla wegan, bezglutenowców i innych dziwaków. Recenzję RAW GARDEN znajdziesz […]

Reply
Anna 27 lipca 2016 - 12:54 AM

Wegańskie knajpy to wciąż wielkie ryzyko, czy to w Polsce czy za granicą, mało jest tych naprawdę dobrych. Tylko smoothie, słodycze albo vege burgery. Nuda na maksa.

Reply
Tallin - gdzie jeść i pić. Adresy | Facet i Kuchnia 16 lipca 2017 - 7:14 PM

[…] szczęście Vegan Restoran to kompletne przeciwieństwo ryskiej Raw Garden. Mają tu fajne, zmienne, pomysłowe menu i dania przygotowane z głową – pełne smaku, […]

Reply

Leave a Comment