Po rocznej przerwie wracamy na Hellfest, bowiem tęsknota za tą jedyną w swoim rodzaju imprezą okazała się nie do pokonania. Trudno wyobrazić sobie bardziej udany powrót.
Ponoć każdy Anglik ma swój ulubiony bar, jak również taki, w którym jego noga nigdy nie postanie. Moim zdaniem dokładnie ten sam mechanizm dotyczy festiwali muzycznych, dlatego po rocznej przerwie, już po raz szósty wróciliśmy do Clisson, na Hellfest – zobacz VIDEO.
Hellfest robi zresztą wszystko – przy okazji tegorocznej, 10 edycji było to szczególnie widoczne – by skutecznie związać ze sobą stałe grono fanów, czy może raczej wyznawców. Nie dziwi więc, że pierwsza partia najtańszych festiwalowych biletów na kolejną edycję w 2016 roku, dostępna w sprzedaży od poprzedzającego imprezę czwartku, w dniu otwarcia festiwalowego miasteczka wyprzedała się w kilka chwil, i to w sytuacji, gdy nie ogłoszono jeszcze nawet ani jednego zespołu, który wystąpi w ramach przyszłorocznej odsłony.
Hellfest, jako jedna z nielicznych masowych imprez muzycznych, zamiast spocząć na laurach swego sukcesu (festiwal wyprzedał się w całości także w ubiegłym roku), nieustannie analizuje i wyciąga wnioski, udoskonala swoje rozwiązania, z każdym rokiem rozwija się, dbając przy tym o jak największe zadowolenie uczestników. Organizatorzy nie szczędzą finansów, by wydarzenie to cieszyło nie tylko uszy, ale i oczy. Widać to na każdym kroku, zresztą ze świecą szukać festiwalu, który w pełni świadomie i konsekwentnie ogranicza ilość dostępnych wejściówek tylko po to, by ci szczęśliwcy, którzy je nabędą, mogli bawić się na feście w większym komforcie.
(…)
Po szybkich zakupach na jak zwykle zatłoczonym stoisku z hellfestowym merchem już o 11:40 meldujemy się w Temple na Bolzer. Duet zaprezentował się znakomicie i znacznie pewniej niż w ubiegłym roku, kiedy miałem okazję widzieć go na Roadburn. Szwajcarzy stanowią już w pełni zgraną, metalową maszynę, która, choćby dzięki takim kawałkom jak „Entranced by the Wolfshook” czy zwłaszcza „Coronal Mass Ejaculation” robi na scenie prawdziwe spustoszenie. Być może w szerszym składzie całość brzmiałaby lepiej czy pełniej, ale Bolzer niesie ze sobą coś, czego próżno szukać u wypindrzonych chłopaczków z wielu innych nowych bandów, którym wydaje się, że grają ekstremalną muzykę – prawdziwą metalową aurę. Nawet więc jeśli atmosfera kultowości otaczająca ten duet jest lekko nadmuchana i mimo wszystko nieco przedwczesna (wciąż czekam na debiutancki album), nie można odmówić mu, a zwłaszcza frontmanowi, pierwotnego, esencjonalnego i złowieszczego metalowego charakteru. Jest moc!
Następny w kolejności miał być Primate, ale niestety wypadł z festiwalowego menu (to samo spotkało Trap Them, choć dzięki ostatniej płycie bardzo ostrzyłem sobie na nich zęby), lądujemy więc w Valley na Samsara Blues Experiment. Nie oczekiwałem niespodzianek i rzeczywiście ich nie było, może poza dość zaskakującym, bardzo gorącym przyjęciem ze strony francuskiej publiczności. Taką reakcją wydawali się zresztą zaskoczeni również sami Niemcy, którzy pokazali to, co potrafią najlepiej – psychodeliczny trip po kwaśnych odmętach oldschoolowego rocka. W tej dziedzinie Samsara to klasa sama w sobie i udało im się potwierdzić to po raz kolejny.
Pełny tekst naszej relacji znajdziesz NA TEJ STRONIE.
Tekst i zdjęcia: FiK

















8 komentarzy
Też chcę na hellfest
[…] Baton odwiedził z nami spory kawałek kontynentu – niemieckie autostrady, północną Francję (Normandię i Bretanię) oraz Belgię (w tym przede wszystkim Brugię). Sprawdził się jako przekąska w kilku fajnych miejscach, bawił się nawet na Hellfest: […]
[…] już trafiliśmy do środka, właściciel – na widok mojego t-shirta z logo Hellfest – zagaił na temat naszego ulubionego festiwalu i okazało się, że zna organizatora tej […]
Super impreza, byłam raz ale mam nadzieję na więcej
[…] że płytę tę w całości miałem okazję wysłuchać w wersji live podczas tegorocznej edycji Hellfest. Samael zaprezentował się wówczas bardzo dobrze, pewnie, swobodnie i mocno odgrywając swój […]
Thanks for sharing your thoughts on hellfest, Regards!
[…] przemykając przez północną część kraju zmierzaliśmy ku Clisson na nasz ukochany festiwal Hellfest gdzieś między Caen a Rennes mijaliśmy szereg tablic przypominających uprzejmie, że […]
[…] jest obserwować z perspektywy lat i kolejnej – siódmej już – wizyty na tej francuskiej imprezie, jak Hellfest, festiwal […]