Klasyczna sałatka Caprese, serwowana w restauracjach, od zawsze wydawała mi się niedostatecznie spontaniczna i zdecydowanie zbyt uporządkowana.
Nie zaprzeczę, że kiedyś przyrządzałem ją w ten sam sposób – pieczołowicie układając naprzemiennie plastry pomidora i mozzarelli oraz listki bazylii. Na szczęście stan ten nie utrzymał się długo, bo przecież to nie tylko sztywne, ale i okrutnie nudne.
Moja wersja Caprese nie opiera się na żadnej stałej recepturze. Używam do niej różnych rodzajów pomidorów, które akurat uda mi się zdobyć – zwykłych, malinowych, zielonych, pomarańczowych, koktajlowych, bawolich, dodając do nich mozzarellę – tj. kulę sera porwaną na mniejsze części. Równie dobrze sprawdzają się małe kulki sałatkowej mozzarelli. Do tego jeszcze tylko bazylia – jeśli tylko mam okazję, nie poprzestaję na jednym gatunku. Ma być kolorowo i smacznie.
1. Pokrójcie pomidory na kawałki i przełóżcie do miski.
2. Dodajcie bazylię.
3. Wlejcie sok z cytryny i sporo oliwy, doprawcie pieprzem (oraz, jeśli chcecie, solą) i zamieszajcie.
4. Wyłóżcie porcje na talerze, a na wierzchu każdej rozrzućcie po kilka kulek mozzarelli. Dodatkowo, sałatkę można skropić glassą balsamiczną.
Smacznego!







2 komentarze
Zdecydowanie wolę Twoją wersję.
Nie lubię klasycznej Caprese, ani na sucho, ani polanej oliwą. Smakuje mi jak trawa.
Twoją bym chętnie spróbowała. :)
Cieszy mnie to :-), pozdrawiam