Home MIEJSCA - RECENZJEAtelier Amaro * – recenzja (zima)

Atelier Amaro * – recenzja (zima)

by Szy

Atelier Amaro – recenzja (zima).

Atelier Amaro*. Menu: 3 tydzień

Czytaj też:

Lepiej późno niż wcale. To po pierwsze, a po drugie – do trzech razy sztuka. A właściwie nawet do czterech czy pięciu, bowiem w ciągu ostatnich dwóch lat kilkukrotnie – z uwagi na różne trudne do przewidzenia okoliczności zewnętrzne – zmuszeni byliśmy zmieniać pewny już (wydawałoby się) termin rezerwacji u Amaro. Najwyraźniej długoterminowe planowanie w naszym wykonaniu sprawdza się jako tako wyłącznie w przypadku podróży. Rezerwację w Atelier trzeba zrobić ze sporym wyprzedzeniem, zwłaszcza kiedy zależy Wam na konkretnej dacie (rocznice, urodziny) albo konkretnym dniu (piątek, etc.). Piątki wymagają oczekiwania, a my już dłużej czekać nie chcieliśmy, więc… padło na poniedziałek.

Atelier Amaro to zapewne najbardziej rozpoznawalny restauracyjny szyld w Polsce. Każdy lub prawie każdy ma na temat zarówno samego lokalu, jak i jego właściciela a zarazem twórcy (Wojciecha Modesta Amaro) własne zdanie, bez względu na to, czy kiedykolwiek się tam pofatygował, czy nie. Do dziś pamiętam zaskakującą lawinę negatywnych komentarzy, jaka przetoczyła się pod wywiadem z Amaro, który swego czasu przeprowadziłem dla magazynu T3, a później opublikowałem na blogu i w Onet.pl. Przy okazji, wszystkim zaangażowanym wówczas w intensywne komentowanie działalności Amaro dziękujemy, wszak nie od dziś wiadomo, że internetowy hejt to (a) pieniądz i (b) statystyki w górę. Nieważne, co mówią, ważne, żeby mówili :-)

atelier-amaro-recenzja-zima

Atelier Amaro* - recenzja zima

Amaro

Chef Amaro szczególne kontrowersje budzi po stronie tych, którzy do jego restauracji wybrać się nie zamierzają. Przyczyny mogą być różne. Bo dziwnie, bo za drogo, bo przerost formy nad treścią, bo za małe porcje, bo to miejsce dla snobów, bo się sprzedał… Każda wymówka jest dobra. Polak tak już ma, że powodzenie i sukces u innych uwiera go jak kolec w dupie albo kamień w bucie i wywołuje trudny do poskromienia dyskomfort. Trudniejszy tym bardziej, im jemu samemu dalej do podejmowania wyzwań, spełniania marzeń i czerpania z życia satysfakcji. Przeciętny obywatel Polandu z nieporównanie większą radością powita niepowodzenie krajana niż uśmiech losu, którym sam zostałby obdarzony. Jeśli równać, to nad Wisłą niestety przede wszystkim w dół.

W restauracjach można bywać z (co najmniej) dwóch pobudek: by zjeść posiłek poza domem i niejednokrotnie doświadczyć dreszczu emocji (np. za sprawą jakości strawy lub jej braku) albo by przeżyć coś nowego, dać się zaskoczyć, spróbować nieznanych składników, poznać nową metodę obróbki, słowem doświadczyć kulinarnej przygody, o której będzie się pamiętać jeszcze przez długi czas po wizycie. Jedzenie na takim poziomie to przygoda, od której nie oczekuję, że wytoczę się z lokalu pełny jak bombka. Poza dyskusją jest też to, że przeżycie tego rodzaju, dopracowane w szczegółach, nie będzie kosztować 50-100 zł per capita.

Rezerwacja

Rezerwacji w Atelier można dokonać tylko via email. Warto przekazać przy tej okazji informacje o wszelkiego rodzaju alergiach i innych żywieniowych wymaganiach / preferencjach, które powinny zostać uwzględnione w menu. W naszym przypadku obydwa menu musiały być bezglutenowe, a dodatkowo w jednym (dla Gosi) brak było mięsa (ryby dozwolone) i krowiego nabiału.

Amaro 22

MOMENTY: 6 lub 9

Przy rezerwacji wybraliśmy 9 momentów, choć co do zasady decyzję o typie menu (6 albo 9 momentów) można podjąć na miejscu (pytanie, czy w każdym przypadku – alergie mogą tu stanowić pewne utrudnienie). Dwustronne menu na ładnym czerpanym papierze przygotowywane jest na każdy kolejny tydzień roku i zawiera opis zarówno dziewięciu, jak i sześciu momentów.

Opis każdego kolejnego momentu w menu obejmuje wskazanie trzech głównych składników, natomiast jego forma i pozostałe elementy składowe pozostają niespodzianką do czasu, aż talerz trafi na stół. Niespodziankę stanowią również amuse-bouches i podane na koniec petit fours. Tyle tytułem wprowadzenia. Pora na to, co najważniejsze – jedzenie.

MENU

Na początek na stole pojawiają się serwowane poza menu amuse-bouches, czyli w założeniu drobny poczęstunek (starter) od szefa kuchni.

1. Krokiet z fondue z sera Giewont / Kaszanka, czekolada, orzech włoski, chrupiące płatki z przypalonej cebuli / Chrobotek reniferowy z wędzoną ikrą łososia i dereniem

Amaro 3

Jeden z czarnych płatków na zdjęciu to kaszanka, drugi – śliwka, choć z pozoru wyglądają dokładnie tak samo. Już w pierwszym danku widać jeden z najfajniejszych patentów Atelier, czyli dopasowanie wyglądu poszczególnych elementów dwóch potraw, które różnią się – tak jak w naszym przypadku – ze względu na preferencje żywieniowe gości, ale mimo obiektywnie istniejących odmienności prezentują się prawie dokładnie albo dosłownie idealnie tak samo. Kolejna rzecz to niesamowita kondensacja smaków – płatek niewielki, chrupiący, a znakomicie oddaje (odpowiednio) smak kaszanki i czekolady, które zresztą świetnie do siebie pasują, oraz śliwki. Szarą eminencją okazał się tu chrobotek. Mistrzostwo.

2. Śledź na awokado smażonym w tempurze / Korzeń szczawiu z konfiturą z dzikiej róży

Amaro 23

Pięknie podane. Zaskakująco duży jak na amuse-bouche, ale przepyszny kawałek śledzia. Awokado tak zakamuflowane, że nie wiedząc, że jest na talerzu, raczej nie zidentyfikowałbym jego smaku.

3. Bezglutenowe mini chlebki z mąki kukurydzianej z pestkami i orzechami włoskimi / Masło wiejskie z solą sosnową

Amaro 4

Amaro 5

W tym momencie inni goście przy sąsiednich stolikach otrzymywali wybór pieczywa. Nasze mini chlebki zostały upieczone specjalnie dla nas, z uwagi na menu bez glutenu; na oko – w formie do muffinów.

Dostaliśmy je ciepłe, dzięki czemu masło wyłożone na małe kromki rozpływało się i wnikało w miąższ. Zupełnie nie brak nam pieczywa na bezglucie, na co dzień praktycznie w ogóle go nie pieczemy, ani tym bardziej nie jemy (wyjątek stanowił ostatnio ten chleb bananowy, który w dwie osoby jedliśmy 4 dni, bo po prostu z mącznym wysokowęglowodanowym jedzeniem nie jest nam po drodze), ale… takie cieplutkie mini chlebki mógłbym jeść częściej (choć lepiej z innej – niż kukurydziana – mąki).

Momenty

1. Borowik / kasztan / świerk

Amaro 6

Czy ktoś po takim opisie spodziewałby się zupy? A konkretnie, consommé. Co ciekawe, było to consommé pomidorowe, choć ani barwa, ani smak na to nie wskazywały. Wszystko dzięki infuzji borowików. Rzeczywiście, smak i aromat grzybów były niezwykle intensywne. Tak mocne, że pierwsza łyżka wywaru wręcz odbierała dech w piersiach. Przymiotnik intensywny zyskuje tu nowy wymiar. Danie uzupełniały karmelizowana kiszona kapusta, olej świerkowy, esencja z czerwonej kapusty, liście majeranku i suszone tarte kasztany. Świetne!

2. Renifer / siano / kurka

Amaro 7

A dokładniej – tatar z renifera w rurkach z buraka, majonez z palonym sianem oraz kamienie z kurek. To wersja dla mięsożerców.

Danie Gosi, choć wyglądało tak samo, różniło się nadzieniem rurek, niestety nie pamiętamy dokładnie, co wchodziło w jego skład. Wszystko przez te emocje! :-) Obydwoje zgodziliśmy się w każdym razie, że mimo fajnej zabawy formą burak ze zbyt intensywnym majonezem (choć była go tylko kropelka) za mocno przytłumiał smak tatara, który miał tu właściwie postać musu.

3. Topinambur / szpinak / starka

Amaro 8

Szpinak pokryty sokiem szpinakowym, żółty sos na bazie polskiego sera Emili Grana ze Starką. Pieczony topinambur, pieczarka Portobello.

4. Kapusta / orzech laskowy / chrzan

Amaro 9

Kapusta włoska podana w formie półotwartego pierożka z kalmarami, czarną kurką i chrzanem. Zielony puder z młodego jęczmienia*. Do tego świetny mus z orzechów laskowych.

*Uprzedzając ewentualne pytania: młody jęczmień to trawa bez wykształconego tzw. kolanka. Gluten w młodym jęczmieniu nie zdąży się zawiązać, ponieważ jęczmień jest ścinany po 14 dniach od wysiewu. 

5. Węgorz / rokitnik / batat

Amaro 10

Amaro 11

Przepysznemu, wędzonemu i grillowanemu węgorzowi towarzyszył batat oraz emulsja z rokitnika i puder z trawy żubrowej. Do tego galaretka z gruszki z gorczycą i szafranem, podana oddzielnie w ładnym drewnianym naczynku stylizowanym na pieniek. Jedno z najlepszych danek wieczoru.

6. Turbot / seler / czarny czosnek

Amaro 12

Kolejne danie rybne, tym razem z doskonałym turbotem. Do tego seler w formie sosu oraz dodatkowego plastra na porcji ryby. Puder z czarnego, fermentowanego czosnku i popcorn z prosa. Plus płatki chryzantemy.

7. Zając / dzika marchew / nasturcja

Amaro 13

Amaro 14

Zając z sosem z redukcji mięsnej i sokiem z dzikiej marchwi oraz czarną soczewicą. Dzika marchew gotowana w runie leśnym. Olej z jałowca. Do tego hit, czyli mrożony grejfrut, którym kelner dopełnia danie bezpośrednio na stole, na oczach gości. Wersja dla niemięsożerców zawierała rybę. Nadmiar wrażeń sprawił, że nie zapamiętaliśmy jaką :-) Pamiętamy natomiast, że obydwa momenty były znakomite.

Amaro 16

Amaro 15

8. Chałwa / mak / czekolada

Amaro 17

Wymiana serwetek na czarne, nowe świeczniki na stołach, czyli czas na część deserową. Dla mnie lody czekoladowo-chałwowe z wyraźnie wyczuwalnym solonym makiem. Wersja bezmleczna to absolutnie doskonały sorbet z rokitnika.

9. Chrobotek / pigwa / sosna

Amaro 18

Wielki powrót chrobotka, tym razem w wersji z piniolami, lodami dereniowymi, budyniem pigwowym, pianą z mleka brzozowego, a wszystko to oprószone pudrem sosnowym. Bardzo solidna i zaskakująco konkretna porcja wyjątkowego deseru.

Amaro 19

Czy to już koniec? Niezupełnie, bowiem nagle, kiedy już spokojnie wypiliśmy białą herbatę, na stół trafiły kolejne małe słodkości. Trzy warianty petit fours:

Powidła śliwkowe z pestkami słonecznika w migdałach / Pralina kawa, orzech laskowy / Toffee jałowcowe ze słoną kukurydzą:

Amaro 20

Całkiem smaczne, ale dla nas za słodkie i trochę zbyt tłuste. Szkoda, że nie zostały podane chwilę wcześniej, do herbaty.

Podsumowując, kolacja w Atelier Amaro była dla nas nieustającą aż do końca serwisu karuzelą wrażeń, zarówno smakowych, jak i wizualnych. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy upłynęły cztery godziny. Szczególny, przyjemny stan lekkiego oszołomienia, który towarzyszy całej kolacji i narasta z każdym kolejnym daniem właściwie uniemożliwia zapamiętanie w szczegółach, co konkretnie zjedliśmy w danym momencie.

Dokładniejszy (niż mogliśmy sądzić) opis menu Atelier Amaro udało się odtworzyć tylko dzięki uprzejmości szefa sali, który przesłał nam emailem uszczegółowione opisy poszczególnych momentów. Restauracja Wojciecha Amaro to gwarancja kulinarnej przygody, której każdy zainteresowany jedzeniem czy gotowaniem po prostu powinien doświadczyć.

PS. Chcesz zobaczyć ceny – kliknij RACHUNEK.

Atelier Amaro (miejsce, gdzie natura spotyka się z nauką)
Agrykola 1, 00-460 Warszawa

Atelier Amaro

You may also like

31 komentarzy

Mienta 25 lutego 2017 - 10:58 AM

Jak dobrze umieć się cieszyć z sukcesów innych ;D
To musiało być ciekawe doświadczenie, dania wyglądają pięknie. A przyrządzenie kaszanki i ślwki w taki sposób, by wyglądały identycznie to już jakiś kosmos :D

Reply
Szy 25 lutego 2017 - 3:13 PM

Ciekawe, jedyne w swoim rodzaju i warte powtórzenia:-) Jeszcze nim kolacja dobiegła końca, ustaliliśmy termin kolejnej wizyty. Bezcenny jest właśnie element zaskoczenia – niepozorny płatek, a koncentracja smaku trudna do opisania. I tak od pierwszego do ostatniego momentu.
PS. Zupełnie nie dziwi, że Twój komentarz jest pierwszy;D

Reply
Mienta 26 lutego 2017 - 1:53 PM

Szkoda, że do Warszawy nam ciągle nie po drodze, ale jak będzie jakaś prawdziwa okazja do świętowania, to chyba przemyślimy to miejsce. I zapomniałam dodać co jeszcze rzuciło mi się w oczy. Przepiękne sztućce! Chętnie bym jadła takimi w domu :D

Reply
Szy 26 lutego 2017 - 2:03 PM

Nie powiem, że samą Warszawę jakoś bardzo polecam;-) ale na pewno można tu dobrze spędzić kilka dni wolnego. Sztućce są świetne – portugalskie, kiedyś AA sprowadzało je na zamówienie, a od pewnego czasu można już kupić je w jednym miejscu w Warszawie.

Reply
Mienta 26 lutego 2017 - 2:12 PM

Strach zapytać jaka jest ich cena ;) Ale uroku nie można im odmówić.

Szy 26 lutego 2017 - 2:16 PM

Jeszcze nie wiem, ale jeśli się dowiem, dam znać:-)

Magda 26 lutego 2017 - 11:15 AM

Super opis. Marzy mi się wizyta w tym miejscu już od dłużeszgo czasu. Mam nadzieje, że kiedyś na własne oczy będę mogła zobaczyć to wszystko i skosztować takich zaskakujących dań :)

Reply
Szy 26 lutego 2017 - 1:58 PM

Dzięki! Warto, życzę Ci realizacji planów:-)

Reply
Chef_monk 6 marca 2017 - 7:48 AM

Jak się czyta te opisy i ogląda zdjęcia, człowiekowi… tfu!!! Znaczy, kucharzowi zaczyna się tak kołotać w głowie od nadchodzących pomysłów jak jeszcze można gotować… A paradoksalnie nie ma tu nic „udziwnionego” – czysta polska kuchnia? Pozdrawiam!

Reply
Szy 6 marca 2017 - 8:27 AM

W tym cały urok:-)

Reply
MZ 19 marca 2017 - 12:21 AM

Trochę czego innego spodziewałem się widząc w nagłówku słowo „recenzja”.

Strasznie szkoda, że autorowi już przy drugim „momencie” odechciewa się opisywać wrażenia smakowe, dokonywać subiektywną ocenę czy opisywać to co mu w daniach grało / nie grało. Dalej są już tylko truizmy typu „rewelacyjny / fantastyczny” itp. Piszę „szkoda”,, bo dania zaprezentowane na zdjęciach aż proszą się o rzeczowy rozbiór. Nawet, gdyby miały to być wyłącznie subiektywne uwagi, to już byłaby to jakaś wskazówka dla osób o podobnym guście kulinarnym.

Powodzenia i więcej samozaparcia w kolejnych recenzjach ;)

Reply
Szy 27 marca 2017 - 8:16 PM

? Odwiedź Atelier Amaro i napisz recenzję, która stanie się wzorcem do naśladowania dla potomnych ?

Reply
abc 20 marca 2017 - 1:07 PM

a jak dlugo trzeba czekac (rezerwacja)
miesiac? dwa? rok? na swoja kolej
jestem bardzo ciekawy bo chetnie bym sie wybral

Reply
Szy 27 marca 2017 - 8:22 PM

Wszystko zależy od wybranego terminu. Piątki są oblegane, dlatego najlepiej rezerwować je ze sporym wyprzedzeniem, jeżeli natomiast ktoś jest skłonny zaakceptować najbliższy wolny termin, może zarezerwować stolik z kilkutygodniowym (ok. 4) wyprzedzeniem. Być może w przypadku pory lunchowej (12:00-15:00) wygąda to inaczej; my robiliśmy rezerwację w porze kolacji (18:00-23:00).

Reply
teddybear 25 marca 2017 - 1:54 AM

Fabulous!

Reply
Małgorzata 25 marca 2017 - 8:54 AM

Jak często zmienia się menu?

Reply
kinga 26 marca 2017 - 12:27 AM

Też muszę się wybrać, tylko wciąż mam inne wydatki :(

Reply
carpova 2 kwietnia 2017 - 7:21 AM

Wiedziałam, że Wam się spodoba :)

Reply
Szy 2 kwietnia 2017 - 12:31 PM

:)

Reply
StreetXO | Madryt, Hiszpania | Facet i Kuchnia 12 kwietnia 2017 - 5:59 PM

[…] Dania trafiają na stół błyskawicznie, podawane bezpośrednio przez kucharzy (nie ma tu kelnerów w tradycyjnym znaczeniu tego słowa) i opatrzone odpowiednim wyjaśnieniem, czasem obejmującym nawet praktyczny instruktaż: np. jak jeść (w jakiej kolejności) poszczególne składniki znajdujące się na talerzu (podobnie, jak u Amaro). […]

Reply
MartaP 9 czerwca 2017 - 11:07 AM

Musze stwierdzic ze fajnie sie czyta twoje artykuly :)

Reply
Maciej 13 czerwca 2017 - 8:38 AM

Czy zamierza Pan odwiedzić Amaro także latem? Ciekaw jestem bardzo, jak wtedy wygląda menu.

Reply
Szy 13 czerwca 2017 - 9:07 AM

Tak, mamy rezerwację na letni sezon, będzie kolejny tekst:-)

Reply
mimi 1 sierpnia 2017 - 9:45 PM

Pan Wojciech jest najlepszy <3

Reply
JUURI - Helsinki, Finlandia - RECENZJA - Facet i Kuchnia 30 sierpnia 2017 - 7:57 AM

[…] z opcją odwołania 3 z 4 (systemy rezerwacyjne w większości są takie same lub podobne, jak w Atelier Amaro) wysłaliśmy pytania o kolację w wariancie […]

Reply
Puder z grzybów - prosty przepis na klasyczny włoski dodatek do potraw 26 września 2017 - 11:50 AM

[…] Po raz pierwszy zetknąłem się z tym produktem dawno temu, we Florencji albo jeszcze wcześniej, w delikatesach z kulinarnymi pamiątkami. We Włoszech to klasyczny dodatek do potraw. Włoski puder był z borowików – opisany jako polvere di porcini. Później przekonałem się, że to nie tylko włoski patent. Portugalczycy również używają grzybów w proszku, a nazywają je grzybową mąką. W Polsce grzybowy puder objawił mi się chyba tylko raz, w letnim menu Atelier Amaro. […]

Reply
Atelier Amaro* - recenzja (lato). Czy warto tu zjeść? 8 października 2017 - 9:42 PM

[…] bardziej rozbudowanego wstępu odsyłam do pierwszej styczniowej recenzji. Tu natomiast tylko garść informacji dotyczących kilku technicznych szczegółów. Kilka […]

Reply
Magdalena 9 stycznia 2018 - 2:22 PM

Wybieram się do Atelier z mężem w przyszłym tygodniu i mam dylemat, na ile momentów się nastawiać: 6 czy 9…. Odwiedziłam to miejsce kilka lat temu i za nic nie pamiętam, ile wtedy zjadłam, ale na pewno wyszłam najedzona. Przeczytałam też post o tym, czy można się najeść w restauracji fine dining, i nadal nie wiem :) Czy 6 momentów to jest po prostu uszczuplone menu z 9 momentów, czy wtedy serwują 6 zupełnie innych dań?

Reply
Szy 9 stycznia 2018 - 3:43 PM

Tak, 6 momentów to po prostu uszczuplone menu z 9 momentów. My jedliśmy w AA trzy razy: 2 razy wybraliśmy 9 momentów, a ostatnim razem było ich 12 bez opcji zmiany (grudniowe menu wigilijne – https://www.instagram.com/p/BdBI5e2nKet/?taken-by=facetikuchnia). Wybieramy 9 z ciekawości? Więcej momentów to więcej zaskoczeń. Ja najadam się takim zestawem, a moja żona najada się bardzo – kolejnego dnia śniadanie je tak późno, jak to możliwe, czyli zwykle w porze lunchu? Jeżeli zamiast mięsa poprosisz o menu uwzględniające tylko ryby (jak Gosia), zestaw będzie lżejszy.
Jeśli dodatkowo będziesz zamawiać selekcję win lub innych alkoholi – tym bardziej warto wziąć 9, z wiadomych względów.
Zdecydować musisz sama, ale ja optowałbym za 9; zawsze możesz odstąpić talerz mężowi?
Druga recenzja: https://dev.facetikuchnia.com.pl/index.php/atelier-amaro/

Reply
Anna 29 września 2020 - 6:03 PM

Czy wiadomo, kiedy Atelier Amaro wznowi działalność?

Reply
Szy 30 września 2020 - 8:10 PM

Niestety nie wiadomo.

Reply

Leave a Comment